Z zamiłowania tworzę strony internetowe. Moje teksty mają na celu opisanie
niektórych fragmentów internetu, którego ta strona jest częścią.
Konserwatywny, pewny siebie, niekonwencjonalny - to wady czy zalety? Sprawdź!
maciej łebkowski
Od kiedy pamiętam zachwycałem się ich pięknymi zagraniami, szybkim stylem gry, wyśmienitą techniką i po prostu cieszącą oko grą. Tak, jestem fanem Barcy.
Najważniejszy mecz w klubowych rozgrywkach europy. Finał Ligi Mistrzów. Dla każdego miłośnika sportu niesamowite piłkarskie emocje. Tym razem szykował się mecz na szczycie: FC Barcelona - Arsenal Londyn.
Arsenal nie przyjechał do Paryża jako drużyna do bicia. Niesamowity Henry w napadzie, niemal niepokonany Jens Lehmann strzegący bramki. A pomiędzy nimi cała plejada gwiazd: Robert Pires, Ljungberg, Bergkamp, Senderos, Ashley Cole - to tylko niektóre z nazwisk, które zdobią ten klub
Jednak Barca też nie miała się czego wstydzić. Król bramek Eto`o, niesamowity Ronaldinho, szybki i mocno kąsający Ludovic Giuly, równie niebezpieczny zwycięzca Ligi Mistrzów Deco, Iniesta, wspierani przez doskonałą obronę z Puyolem na czele.
Starcie gigantów rozpoczęło się z dużego C, kiedy to szakal pola karnego, Henry, wyprzedził obrońcę Barcy i chciał posłać piłkę do bramki Valdesa. Ten na szczęście uchronił swój zespół przed stratą gola. Powtórzył to drugi raz nie dalej niż dwie minuty później, po kąśliwym strzale na jego bramkę. Arsenal zdecydowanie nie przyjechał do Francji grać w piłkę podwórkową.
Szybkie akcje, dokładne wymienianie piłki, konstruowanie akcji - pierwsze dwadzieścia minut na stało na naprawdę wysokim poziomie - jak na finał Ligi Mistrzów przystało. Jednak w 18. minucie, Eto`o urwał się obrońcom angielskiego klubu, wyszedł sam na sam z bramkarzem, który... faulował go. Sędzia był zmuszony pokazać mu czerwoną kartkę. Dramat Arsenalu miał się rozpocząć w 20 minucie meczu.
Grając w osłabieniu przyjmowali Barcelonę na swojej połowie, nękani pressingiem już pod własnym polem karnym. Barca próbowała forsować angielskie mury obronne aż do 38. minuty, w której szybki kontratak, potem wymuszony faul i rzut wolny a następny doskonałe dośrodkowanie zakończone główką przyniosło bramkę... Grającemu w dziesiątkę Arsenalowi! Sol Campbell popisał się niewybredną grą głową w polu karnym i Barca padła na kolana. Pomimo, że pierwsza połowa trwała aż 49 minut, klub z Hiszpanii nie zagrozil już za bardzo zmiennikowi pierwszego bramkarza reprezentacji Niemiec, Manuelowi Almunii.
Frank Rijkaard miał o czym mówić w przerwie meczu swoim podopiecznym. Zawsze uśmiechnięty Ronaldinho tym razem nie tryskał takim optymizmem. Po wyjściu na murawę boiska wiele się nie zmieniło, choć Barca próbowała cisnąć osłabionego przeciwnika. Arsenal grał jak na podwójnych bateriach, co chwilę zagrażając Barcelonie diablo groźnymi kontrami, które doskonale konstruował dotknięty jakąś pozaziemską siłą Ljungberg, a któremu wtórował łakomy bramek Henry.
Deco, Iniesta, Ronaldinho, Eto`o, wszyscy kolejno przewracali się pod polem karnym rywala, jednak sędzia nie gwizdał. Arsenal pewnie dążył do upragnionego trofeum, które przy takim obrocie sytuacji, należało by się im w stu procentach. Jednak Barca gra do końca. Joker w talii czterokrotnego uczestnika finałów Ligi Mistrzów, Henrik Larsson do spółki z niesamowicie grajacym tego wieczora napastnikiem z Kamerunu tchnęli w kataloński klub odrobinę życia. Kiedy po doskonałym podaniu do Larsona ten stracił piłkę do wychodzącego na czystą pozycję czarnoskórego napastnika, ten najlepszy strzelec Primera Division nie mógł zmarnować takiej okazji i bezczelnie wykończył akcję posyłając piłkę obok bramkarza do bramki londyńskiego klubu.
A Barca, kiedy wygrywa i jest silniejsza, rozkwita jeszcze bardziej. Nie dalej jak pięć minut później, w okolicach 80. minuty meczu, znów Larsson, dopadł do pilki, po czym wycofał ją do nabiegającego w pole karne obrońcy - Bellettiego - który nie dał szans, świetnie broniącemu tego dnia, rezerwowemu bramkarzowi Kanonierów. Juliano chyba sam nie mógł uwierzyć, że dał swojemu zespołowi jedną z najważniejszych bramek w historii klubu. Kibice już zaczęli świętować, choć mecz miał trwać jeszcze ponad dziesięć minut.
Barca nie dała się już podnieść piłkarzom występującym tego dnia w żółtych strojach. Pewnie doprowadziła, bo tak trzeba to nazwać, jako że kontrolowała koncówkę meczu, spotkanie do końca. FC Barcelona została najlepszym europejskim klubem piłkarskim sezonu 2005/2006. W pełni zasłużenie.