Z zamiłowania tworzę strony internetowe. Moje teksty mają na celu opisanie
niektórych fragmentów internetu, którego ta strona jest częścią.
Konserwatywny, pewny siebie, niekonwencjonalny - to wady czy zalety? Sprawdź!
maciej łebkowski
Shrew stawia pytanie: "po co ludziom po dwa, trzy blogi?". W swoich rozważaniach, które mają na nie odpowiedzieć, zamiast przekazać kilka argumentów używa kiepskiej jakości dowcipów i niepotrzebnej ironii. Dla mnie prowadzenie wielu blogów jest rzeczą naturalną i zrozumiałą; chciałbym ten punkt widzenia poparty kilkoma argumentami przedstawić również Wam.
Patrycja przedstawia dość niezrozumiałą dla mnie wizję, która jest obrazem pewnej skrajności. Dla niej każdy temat miałby swoje własne miejsce w sieci. W dodatku przedstawiła ten schemat w bardzo niefortunny sposób bo na przykładzie swojego bloga, który jest w zasadzie o wszystkim i o niczym. W takim kontekscie, kiedy żaden kawałek blogowej układanki nie pasuje do pozostałych, jestem gotowy zrozumieć powstanie takiego modelu.
W dalszej części zarzuca osobom dwublogowym rozdrabnianie się i niską częstotliwość pisania. Jak na przekór własnym słowom notkę kończy cytatem o tym, że liczy się jakoś, a w żadnym wypadku ilość.
Praktyka ma to do siebie, że panują w niej elementy raczej średnie, niż ekstremalne. Mało kto zakłada bloga zamiast dodać kategorii do już istniejącego. Ja osobiście nie znam (nie czytam) lub nie pamiętam osoby, która prowadziłaby dwa blogi, które swobodnie mogłyby egzystować jako jeden twór niepodzielny.
Faktycznie, hipotetyczna sytuacja opisana przez shrew jest swojego rodzaju, może nie tyle problemem, co absurdem. Niestety jej notka zahacza o dużo szerszą sprawę.
Zacznijmy od tego, że blog jest tylko narzędziem, które ma ułatwiać nam publikację treści. Jedynie niesłuszne przyzwyczajenie podpowiada nam, że treści te powinny być grupowane na podstawie autora, a nie tematu, którego dotyczą. To "pamiętnikowe" korzenie bloga wpływają na takie jego postrzeganie, jak mniemam. Nikomu nawet przez myśl nie przejdzie publikować wiadomości prywatnych w serwisie dotyczącym nowości ze świata komputerów. Dla wielu - na blogach - mieszanie notek prywatnych z tematycznymi jest świetnym przepisem na polepszenie jakości swojej strony.
De facto, bardzo często tak się dzieje, jednak myśle, że wynika to ze specyficznego postrzegania bloga przez jego autora. "Moje miejsce w sieci" dotyczy mnie, a na mnie składa się zarówno wyjazd na wakacje jak i moja praca, w temacie której periodycznie udzielam wskazówek czy porad. Gdyby punktem centralnym (wampeterem, powiedziałby bokononista) były zaś konkretne umiejętności/wiedza, wtedy notki prywatne miałyby znacznie trudniejszą barierę do pokoannia przed publikacją.
Jednak wracając do tematu... Nikogo nie powinno dziwić, że treść, czyli artykuły czy mniej zwięzłe publikacje, jest podzielona ze względu na swoją tematykę; i wcale nie musi być objęta patronatem bloga swojego autora. Szczególnie dobrze widoczne jest to w przypadku tak zwanych blogów eksperckich, które mniej czy bardziej (wg mnie mniej) udanie próbuje zebrać Krzysztof Urbanowicz w notce o poszukiwaniu blogów eksperckich w Polsce. Temat starał się trochę bardziej przybliżyć Robert w notce na WebAudit. Takie strony przeważnie cechują się dość sporą i nie byle jaką publicznością, która nie zbiera się wcale po to, żeby usłyszeć najnowszy kawał o blondynkach.
Popularność zobowiązuje. Poza tym, jeśli komuś zależy na abmitnym odbiorcy, musi go łechtać ambitną treścią, podczas gdy wpis o poprzednich wakacjach albo przypalonej jajecznicy jest zwykłym nietaktem.
Moim zdaniem są to główne powody (specjalizacja bloga oraz kryterium tematyki w miejsce kryterium autora) dla których warto "założyć sobie coś na boku". Nie mówiąc juz o tak prozaicznych rzeczach jak:
chęć docierania do różnych grup społecznych (nie każdy lubi kogel mogel w postaci przeplatańca piłki nożnej z technikami wytwarzania i grafiką komputerową)
Względy techniczne (np: jogger pozwala mi integrację z community ale jest niewygodnym blogiem)
Chęć zaistnienia w community lub jako community (pisanie blogów kilkuosobowych lub przynależność do większego systemu: jabba, jogger)
I zapewne wiele innych, które obecnie nie przychodzą mi do głowy.
Osoby, które skupiają się generalnie wokół jednego rodzaju wpisów często zakładają miniblogi, dzięki którym mogą swobodnie porozumiewać się ze swoimi odbiorcami na tematy zupełnie luźne lub niezwiązane z głównym nurtem bloga.
Uważam, że każdy temat na bloga ma swój potencjał i można mu dać szansę rozkwitu. Czasem lepiej oderwać kawałek tortu, który nie pasuje do reszty i ugotować na nim zupę, niż psuć smak całości.
Niejako w roli posłowia napiszę kilka słów jak to było w moim przypadku. Blogując głównie w "Metrze" nie raz i nie dwa razy brakowało mi blogów wąskotematycznych, na których a to mógłbym pisać o swoich prywatnych sprawach i przemyśleniach; o kolejnych projektach związanych z www; etc.
W ekstremalnych momentach przesadzalem w drugą stronę, prowadząc faktycznie całą gamę blogów (myślę, że dochodziło do 4-5 miejsc, w których coś publikowałem). Obecnie jestem w takim stadium, że pomimo aktywnego prowadzenia trzech blogów nie zastanawiam się, gdzie dana notka pójdzie. Jestem również przekonany, że adresuję moje wpisy do zupełnie innych grup, które może i w pewnym stopniu się pokrywają, ale nie na tyle silnie aby dawać im wszystkim notki z jednego worka.
Wydzielając jeden temat inwestuję jednocześnie w jakość (zakładając, że faktycznie mam coś do powiedzenia w danej dziedzinie) - a to przynosi korzyści przede wszystkim czytelnikom, a pośrednio mi (większe grono, w dodatku ludzie rozumieją co do nich piszę).
Jak widać, nie stawiam na ilość (częstotliwość) wpisów. Również nie zawsze priorytetem jest napisanie treściwej notki. Jednak w tym całym bałaganie staram się nie pogubić, a co ważniejsze, nie powodować uczucia zagubienia u moich czytelników, co w takim kalejdoskopie notek wcale nie jest najprostszym zadaniem.